W poprzedni weekend znalazłem trochę czasu na sentymentalne odgrzebanie starych projektów. Odkopałem między innymi informacje o projekcie NoName, który współtworzyłem. Był to niekomercyjny magazyn internetowy – rzecz popularna swego czasu w sieci. NoName powstał w 1999. Nasze serwisy odwiedzało w tamtych latach około 60 tys UU/ mc – dziś żaden wynik ale w ’99 w Polsce było trochę ponad 2 miliony internautów. Dziś jest ich ponad 15 milionów. Czyli ponad 7 razy więcej.

NoName jak i większość magazynów była tworami internetowymi tylko z nazwy.  Dobrze tłumaczy to Patrycja Kierzkowska w artykule z 2006 „Od e-zinu do e-biznesu?”:   Internetowe pisma powstawały z czasach tzw. modemowych, gdzie płaciło się za czas połączenia tak, jak za rozmowę telefoniczną. Tylko nieliczni posiadali stałe łącze dlatego redakcje starały się, żeby były jak najmniejszych rozmiarów czyli pakowały je w paczki ZIP lub RAR. Były to wydania offline czyli ich czytanie odbywało się bez podłączenia do internetu. Po rozpakowaniu zin miał format HTML.

Przeglądałem swoje zapiski sprzed 10 lat i postanowiłem wypisać te rzeczy, które zadziałały nam wtedy a być może nadal mają sens.

Jakie rzeczy zadziałały 10 lat temu

  • Doskonale działał banner z wielkim napisem „DUPY” a niżej małymi literkami dopisek „Bannerek kłamie” :)
  • Doskonale działało hasełko wirusowe, które większość redaktorów wrzucała sobie w podpis maila „Jeśli nie lubisz myśleć, nie klikaj”. Generalnie osoby z którymi koresponduję znają moje autopromocyjne podpisy w mailach. Zawsze staram się wykorzystać stopkę maila do poinformowania o czymś ciekawym co właśnie organizujemy. Mam nawet wrażenie, że kilka zaprzyjaźnionych firm także skorzystało z tego modelu.
  • Przedruki – magazyny internetowe przedrukowywały teksty innych tytułów – dochodziło do wymiany baz czytelników. Ewidentnie strategia win-win.. a właściwie win-win-win bo autor był również zadowolony gdyż jego tekst docierał do większej ilości osób.
  • Grupowa, demokratyczna selekcja tekstów – u nas w redakcji było 5 osób, które za pomocą ankiety decydowały o tym co wejdzie do numeru.
  • Dedykowany automat do rozsyłki bazy ponad 40k prenumeratorów. Ważne o tyle, że wysyłało się wtedy maila z załącznikiem 400 kb w którym znajdował się magazyn.  Zastanawiam się czy dziś na urządzeniach mobilnych taka idea by się nie sprawdziła – tzn.  mobilne magazyny internetowe w postaci pobieranych aplikacji, które można sobie spokojnie przeglądać offline.
  • Płyty CD czasopism komputerowych jako kanał dystrybucji magazynu. W tamtych czasach pojawienie się numeru na płytach CD Action, Magazynu Internet czy Enter pozwalało jednorazowo dotrzeć do około 50 tysięcy czytelników. Czytelnicy magazynów bardzo dokładnie przeglądali to co Redakcja proponowała na płycie. CD Action z jego  150 000 nakładem w owych czasach dawał nam porównywalny kanał dotarcia jak nasz serwis WWW.
  • Ankiety czytelnicze. Co jakiś czas prowadziliśmy ankietę badającą mocne i słabe strony tego co robimy. Przeglądanie pisma offline sprzyjało chyba koncentracji bo odpowiedzi na te ankiety mieliśmy naprawdę sporo. Około 10% czytelników brało udział w ankietach.
  • Webowy układ. Magazyny internetowe szukały swojej drogi jeśli chodzi o Design. Połowa z nich naśladowała świat realny (okładka, numery stron, gazetowy układ) a druga połowa poszła w stronę układu typowo webowego. Nasz magazyn od początku korzystał z układu webowego.
  • Muzyka w tle. Coś co kiedyś fajnie działało a dziś zapewne nie zadziałałoby gdyż każdy ma swoje MP3 czy inne źródła dźwięku :)
  • Podgląd magazynu przed prenumeratą. Najwięcej nowych prenumerat zdobywaliśmy z magazynu – czyli ktoś czytał jeden z numerów NoName i postanawiał zostać prenumeratorem. Dla osób, które odwiedzały nasze strony dawaliśmy opcję podglądu magazynu Online aby mogły zapoznać się z nimi przed decyzją o prenumeracie. Dziś często gdy mam ochotę zaprenumerować jakiś newsletter brakuje mi właśnie takiej opcji.

Ps. Dla starych fanów NoName – grupa zrzeszająca ówczesnych twórców i czytelników – NoName na GoldenLine.