Strona produktowa ma – zgodnie z nazwą – prezentować produkty firmy, pokazywać ich zastosowanie, funkcje, wartości. Geneza takich stron sięga katalogów wydawanych w formie papierowej. Początkowo do sieci przeniesiono pojęcie katalogu produktów wraz z wszystkimi historycznymi zaszłościami (choćby płaska struktura prezentacji, mało interakcji).
Wraz ze wzrostem świadomości wśród marketingowców strony produktowe zaczęły coraz śmielej wykorzystywać możliwości Internetu. Dziś strony te tworzą zarówno firmy typowo produkcyjne (z dużym asortymentem), jak i małe, oferujące tylko jeden produkt (niekiedy wirtualny). Im cykl zakupu danego produktu jest dłuższy (np. samochody, ubezpieczenia), tym ważniejsze staje się znaczenie stron produktowych. Wówczas bowiem konsument poszukuje przed podjęciem decyzji wyczerpujących informacji.
Wiele osób (w tym ja) zastanawia się nad sensownością tworzenia stron produktowych dla dóbr szybko zbywalnych (Fast Moving Consumer Goods – FMCG), kupowanych często pod wpływem impulsu. Jak podaje eMarketer, produkty takie są w Stanach Zjednoczonych coraz mocniej obecne w sieci. eMarketer szacuje też, że do końca 2011 roku, budżet internetowych reklam FMCG osiągnie roczną wartość 1,8 mld USD (przy stałym wzroście na poziomie 20,9%). Wynik ten w dużym stopniu determinują oczekiwania klientów, którzy coraz częściej poszukują tego typu dóbr w Internecie, komentują je na blogach i w serwisach społecznościowych. Ponad dwie trzecie konsumentów korzystających z sieci poszukiwało w niej informacji na temat dóbr szybko zbywalnych. Badanie przeprowadzone przez Prospective w drugiej połowie 2007 roku pokazało, że 48% konsumentów szuka tą drogą informacji o określonym produkcie, 46% – chce znaleźć promocje i zniżki, a tylko 6% – potrzebuje wskazówek dotyczących użytkowania produktu.
Potwierdzają to moje obserwacje z rozwijania portalu social-shopping Znam.to – około 20-25% recenzji dotyczy produktów spożywczych a rekordy popularności swego czasu pobiła recenzja bułki grahamki :)




