04 maj
Posted by Ania Radyno as Inne, Projektowanie, Uncategorized, usability
Ostatnio usilnie szukałam mieszkania. Wybierając je chciałam otrzymać gotowy, użyteczny produkt, bez konieczności przeprojektowania. Dość długo szukałam idealnego rozkładu, jakoś nie biorąc pod uwagę możliwości zmian: przebudowy, przestawienia ścianek działowych. Projekt miał od razu w pełni wykorzystywać przestrzeń, dawać jak największy komfort, miał być w pełni ergonomiczny i funkcjonalny. Na rynku nieruchomości nie ma jednak obiektów idealnych – zawsze musisz pójść na kompromis. Znalazłam mieszkanie, oczywiście nie idealne, ale najbliżej ideału ze wszystkich, które oglądałam. Przywiązałam się do jego wizji, która zdążyła się urodzić w mojej głowie. Chciałam jednak wyeliminować drobne wady w projekcie, poprosiłam więc o pomoc specjalistkę w tej dziedzinie. Projektantka swoim krytycznym okiem spojrzała, pomyślała i przewróciła mieszkanie do góry nogami, nadała mu więcej przestrzeni i użyteczności. Przyznaję, że jej wizja jest rzeczywiście bardziej użyteczna, wyeliminowała mnóstwo martwej przestrzeni. Weszłam do mieszkania, próbując wyobrazić sobie nowy rozkład. Niestety – nie przekonał mnie, mimo jego znacznie większej użyteczności. Przywiązałam się jednak do mojej opracowanej już wizji, mimo że mniej użytecznej. Teraz się zastanawiam, użyteczność versus emocje i przywiązanie, mimo że owo przywiązanie trwa dopiero od miesiąca.
Zaczęłam się poważnie zastanawiać. Przecież na co dzień zajmuję się użytecznością, czemu więc tak ciężko wybrać mi projekt bardziej funkcjonalny, ergonomiczny. Znalazłam się po drugiej stronie, po stronie użytkownika czy klienta otrzymującego konkretny produkt – przeprojektowaną stronę internetową czy ulubiony serwis wprowadzający znaczące zmiany. Często otrzymujemy bardziej użyteczne rozwiązania, jednak dla przyzwyczajonych użytkowników takie zmiany są postrzegane jako wkroczenie w ich strefę przyzwyczajeń, wyuczonych ścieżek, co przekłada się na opór, protesty i krytykę. Często potrzeba argumentów oraz przede wszystkim czasu, żeby opór przezwyciężyć i wykształcić nowe nawyki oraz bardziej przyjazne spojrzenie na nowy układ (strony www czy mieszkania…).
Mi wystarczył tydzień, aby przyzwyczaić się do nowego projektu. W tym czasie zamalowałam mnóstwo kartek, przeprowadziłam kilka długich rozmów z projektantką, która zarzuciła mnie argumentami popierającymi jej wizję. Użyteczność jednak górą. Emocja odeszły na bok, a na pierwszy plan weszło chłodne analizowanie – co zyskam dzięki nowemu układowi, a co stracę. I jak się okazało jest tylko jeden minus – konieczność wyburzenia dotychczasowych ścianek działowych… więc młotek w dłoń i do dzieła :).

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI
Leave a reply