Dariusz Majgier - zdjecieDarek Majgier to znamienita postać polskiego internetu – zaczynał jako redaktor naczelny magazynu internetowego „Reporter” w latach 90-tych, otrzymał nagrodę Człowiek Roku Internetu 1996 a dziś spełnia się jako programista i fotograf, sprawnie żonglując mediami społecznościowymi do promowania owoców swojego talentu. Jego licznik kontaktów na Goldenline przekroczył już 24000 a ten w Google+ 5800.

Zapraszam do wywiadu z Darkiem.

Paweł Montwiłł: Obserwując Twoje poczynania w mediach społecznościowych dochodzę do  wniosku, że świetnie się w nich odnajdujesz wykorzystując je do promowania swoich fotografii i talentu. Masz ponad 24 tysiące kontaktów na Goldenline – czy to efekt pasji fotograficznej czy może zaczęło się od dawnych czytelników Twojego magazynu? A może po prostu działasz pragmatycznie wykorzystując narzędzie jakim jest social media do promocji swojej twórczości?

Dariusz Majgier: Nieco inaczej patrzę na Internet. Dla mnie nie istnieją pojęcia Web 2.0, Social Media lub inne twory językowe. Wszystko to istniało od zawsze, wiele osób wykorzystywało te mechanizmy na mniejszą lub większą skalę, tylko nie były nagłośnione. W Internecie czuję się jak ryba w wodzie. Wiem, w jak dotrzeć do odbiorców, czym ich zainteresować, jak pokazać to, co robię.

Zdjęcia są atrakcyjne wizualnie i przyciagają uwagę, więc wiele osób kojarzy mnie już tylko z fotografią. Jednak przez cały czas jestem czynnym programistą i bardzo często łączę te dwie dziedziny, np. tworząc gry i aplikacje bazujące m.in. na moich zdjęciach. Zagrało w nie już ponad milion osób, były najpopularniejszymi polskimi aplikacjami na Facebooku.

Właśnie trwają testy serwisu społecznościowego Google+ i znowu wykorzystując moje doświadczenia udało mi się zgromadzić największą liczbę osób śledzących mój profil w Polsce. Na świecie jestem w pierwszym tysiącu na jakieś 20 mln użytkowników.

PM: Rozumiem, że Twoja łatwość w wykorzystywaniu Internetu wynika z Twojego charakteru i z tego, że na codzień swobodnie nawiązujesz kontakty i budujesz relacje z ludźmi? Skąd wiesz co zainteresuje odbiorców? Doświadczenie, intuicja, smykałka?

DM: Myślę że przydaje się doświadczenie i intuicja. Ale to nie jest tak, że chcę zainteresować ludzi tym co robię za wszelką cenę. Raczej zależy mi na tym, aby poznali coś nowego, ciekawego, wciągającego. I to nie działa w ten sposób, że ludzie natychmiast reagują, czasem na efekt mojej pracy muszę trochę poczekać, czasem przyzwyczaić odbiorcę do innego podejścia do tematu.

PM: Czy fakt, że zacząłeś ponad 15 lat temu sprawia, że lepiej wykorzystujesz to medium do swoich celów?

DM: To ciekawe pytanie i czasem sam się nad nim zastanawiam. Czas chyba jednak nie ma większego znaczenia. Często nawet lepiej jest startować z pozycji całkowitego nowicjusza, ponieważ myśli się nieco inaczej, nie zastanawia się nad tym, czy projekt się uda, skoro kiedyś podobny pomysł nie wypalił. Jeżeli pracuje się nad wieloma projektami jednocześnie trudniej się skupić na czymś nowym i włożyć w niego całą energię. Czasem chciałbym rzucić wszystko, zacząć od zera i patrzeć, jak rozwija się nowy pomysł np. na nowe usługi w sieci. Wprowadzanie na rynek internetowego startupa jest zawsze bardzo ekscytujące.

PM: Chciałbym wrócić do zamierzchłych czasów Internetu, do połowy lat 90-tych by podzielić się z czytelnikami ciekawostką na Twój temat. Dostęp do Sieci w Polsce był wtedy tylko praktycznie na uczelniach i w niewielu firmach. Ty za to pogrywałeś sobie już całkiem nieźle bo zostałeś Człowiekiem Roku Internetu 1996. Jak zareagowałeś na wiadomość o wygranej i wyjeździe do Kanady?

DM: Ktoś z mediów szukał mnie, aby przeprowadzić wywiad i umówić się na zdjęcia. Nie było mnie w domu, więc zostawił numer telefonu rodzicom. Gdy oddzwaniałem, byłem pewny, że to koledzy mnie wkręcają i szczerze mówiąc jakoś specjalnie nie śpieszyłem się, aby wyjaśnić to zamieszanie. Dopiero gdy od dziennikarki dostałem depeszę PAP wszystko się wyjaśniło. Informacja poszła w świat. To było wspaniałe uczucie. Emocje były wielkie i potrzebowałem kilku dni aby ochłonąć:-)

Dariusz Majgier - wiadomość o wygranej

PM: Jak to się w ogóle stało, że zostałeś dostrzeżony przez organizację zza oceanu?

DM: Reporter miał subskrybentów na całym świecie, więc docierał również za ocean. Czytała go grupa Polaków w USA i Kanadzie. Spodobał się pomysł na magazyn, sposób dystrybucji, organizacja redakcji i możliwość publikowania własnych tekstów. To był pierwszy magazyn elektroniczny (e-zin) w Polsce, więc pewnie miało to znaczenie.

PM: Czy będąc w Kanadzie po odbiór nagrody nie kusiło Cię by tam wrócić  bo w końcu tam był „wielki świat”, gdzie mógłbyś pewnie lepiej rozwijać dostrzeżony talent?

DM: Nie pamiętam już czy w Corelu czy w IBM ktoś proponował mi opłacenie studiów i w zasadzie mogłem zostać w Kanadzie. Jednak nie sposób przewidzieć co by było, gdybym został, więc nigdy do tego tematu nie wracałem. Wybrałem pracę w Polsce, więc widocznie tak miało być. Nic straconego, zawsze mogę wyjechać do Kanady – to świetne miejsce do życia.

PM: Czy czujesz się jednym z pionierów polskiego internetu?

DM: Nie lubię takich określeń. Zwykle musi być ktoś, kto coś tam zaczyna lub wymyśla. Inni zrobili by to samo wcześniej czy później. Więc wszyscy jesteśmy pionierami.

PM: Skąd pomysł na magazyn internetowy i na nazwę Reporter?

DM: Magazyny istniały od „zawsze”. Gdy nie było Internetu, były składowane w BBS’ach, rozsyłane siecią FIDO, a jeżeli ktoś nie miał telefonu, też mógł je czytać w postaci elektronicznej – były rozsyłane zwykłą pocztą na dyskach w postaci plików tekstowych lub programów z oprawą graficzną i dźwiękową. Dyski były bardzo popularnym nośnikiem informacji na scenie komputerowej, a wiele grup komputerowych wydawało własne ziny.

Magazyny scenowe miały niepowtarzalny klimat i urok, ale wadą była dystrybucja i przesyłanie plików. Dlatego czas ich produkcji był bardzo długi. Zbieranie tekstów, muzyki i grafiki trwało tygodniami, a nawet miesiącami. Internet był więc naturalnym środowiskiem do stworzenia magazynu. Mogłem niemal natychmiast otrzymać tekst, nanieść poprawki i odesłać do zaakceptowania.

Reporter miał być pojemny tematycznie, teksty były nadsyłane przez różne osoby, więc taki tytuł najbardziej mi pasował. Teraz modne jest pojęcie „dziennikarstwa obywatelskiego”, ale ono istniało od zawsze…

PM: Co Ci dało prowadzenie Reportera? Czego się nauczyłeś dzięki temu przedsięwzięciu?

DM: Najważniejszy był klimat. Nie da się go już odtworzyć, ponieważ czasy się zmieniły. Przecież Ty też dobrze pamiętasz, jakie fajne było składanie magazynu, zbieranie tekstów, ogarnianie całości, a potem listy od czytelników po wydaniu każdego numeru. To nakręcało do działania i zachęcało do zrobienia następnego numeru na jeszcze wyższym poziomie.

Wtedy bardzo dużo pracowałem z tekstem, ale w zasadzie byłem człowiekiem od wszystkiego. Tempo wydawania magazynów było niesamowite – w szczytowym momencie co 10 dni wychodził nowy numer magazynu, a dodatkowo bardzo wiele informacji pojawiało się online.

Przede wszystkim poznałem wiele bardzo ciekawych osób, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. Wspominałem o żonie, którą poznałem dzięki Reporterowi?:-)

PM: Darku, dziękuję za udzielenie wywiadu i za to, że byłeś dla mnie wzorem, gdy w 1999 roku zakładałem magazyn Inkluz. Ciekawi mnie czy czytelnicy Ideas2Action pamiętają magazyn Reporter i NoName prowadzony przez Tomka Karwatkę!

—–

Autorem wywiadu jest Paweł Montwiłł – były redaktor naczelny magazynu Inkluz, obecnie prowadzi bloga o biznesie Biznesmix.pl