Im mniej tekstu, tym większą wagę powinniśmy do niego przywiązywać. Dokładnie taka sytuacja ma miejsce w przypadku e-mail marketingu. Użytkownik widząc temat wiadomości decyduje się czy ją przeczytać, czy tylko oznaczyć jako przeczytaną. Dobry e-mail powitalny potrafi zdziałać cuda, zły – skutecznie zniechęcić do siebie odbiorców.

1. Bądź widoczny

Skoro użytkownicy pofatygowali się aby wejść na Twoją stronę, to nie utrudniaj im zapisywania się do Twojej listy mailingowej. Uczyń pole formularza widocznym i łatwo dostępnym. Powiedz też o korzyściach, jakie użytkownicy dostaną w zamian za zapisanie się. Jeśli będą musieli się wysilać by je poznać, to zrezygnują z subskrypcji już na starcie.

Big Star nie informuje po co ktoś miałby poświęcać swój czas i wysiłek by korzystać z ich newslettera.

Big Star nie informuje po co ktoś miałby poświęcać swój czas i wysiłek by korzystać z ich newslettera.

2. Popraw wygląd swojego mejla w skrzynce odbiorczej

Wszyscy świadomie i  nieświadomie skanujemy nasze skrzynki e-mailowe.  Na podstawie adresu nadawcy, tematu i  początku wiadomości filtrujemy wiadomości jako użyteczne bądź nieużyteczne. Tak samo robią subskrybenci, więc od tych elementów w dużym stopniu zależy także powodzenie e-mail marketingu.

Częstym błędem jest stosowanie nic nie mówiących adresów, które łatwo potraktować jako spam (np. no-reply).Dobre pole nadawcy powinno zawierać nazwę firmy lub adres strony internetowej, które użytkownik zna i łatwo rozpoznaje. To wzbudza zaufanie do nadawcy wiadomości.

Temat powinien być zwięzły i obiecujący internaucie konkretne informacje. Powitalnych e-maili zwykle nikt nie chce czytać, bo nie niosą ze sobą żadnej wartościowej treści. Jest to poważne zaniedbanie, gdyż właśnie wtedy przegapiamy okazję do zrobienia odpowiedniego wrażenia na odbiorcy i pokazania mu, jakiego rodzaju informacji dostarczamy. Jeśli mejl będzie dla niego interesujący, to w przyszłości będzie on bardziej zmotywowany do ich śledzenia.

H&M standardowo wysyła suchego i nieprzyjaznego do czytania mejla, który nie przystaje do wizerunku firmy i targetu. Do tego na starcie nie oferują userowi żadnych benefitów, tylko stwierdzają oczywistości. Ich call to action jest niezauważalne, a szkoda bo można by wykorzystać tę okazję na zwiększenie liczby fanów na Facebooku.

3. Zastosuj Call to Action

Nie jest to powitalny e-mail, lecz z powodzeniem mógłby nim być. Bezpośrednia gratyfikacja po zapisaniu się do newslettera działałaby bardzo silnie na konsumenta i budziła pozytywne emocje. Wadą jest stosowanie zwrotu ‘kliknij tutaj’ – moim celem nie jest klikanie, ale zrobienie zakupów, zatem lepsze byłoby zwykłe ‘rozpocznij zakupy’.

Nie zawsze jednak chcemy oferować nagrody za zapisanie się do newslettera. Wtedy można  wykorzystać mejl powitalny do lajkowania naszych stron na Facebooku, tak jak to zrobili Crate&Barrel. Oni zgrabnie włączyli w e-mail powitalny buttony społecznościowe. Ich jedyną wadą jest zastosowanie szarego koloru, który nie przykuwa do nich wzroku.

Stara zasada usability głosi, że to, czego użytkownik nie zauważy, równie dobrze mogłoby nie istnieć. Nie czarujmy się – jeśli umieścimy formularz subskrypcji na samym dole strony, to skorzystają z niego tylko ci najbardziej zmotywowani. Reszta nawet nie będzie o nim wiedziała.

Gandalf.pl posiada ukryty niemal na samym dole strony formularz newslettera. To skuteczna bariera ograniczająca liczbę subskrybentów.

Podsumowując, jest kilka elementów, o których warto pamiętać w newsletterach. Warto zwrócić uwagę na poprawną nazwę adresata, temat zachęcający do przeczytania mejla oraz kontent, który zainteresuje odbiorców. Bardzo ważne jest pierwsze wrażenie, które wywieramy wraz z pierwszym  e-mailem. Nie traćmy go na oczywistości. Pamiętajmy także o tym, że cierpliwość użytkowników ma granice i nie zasypujmy ich zbyt częstymi wiadomościami.

A Wy jak często zapisujecie się do newsletterów? Zdarza Wam się nie czytać subskrybowanych wiadomości? Czy są może takie, które czytacie regularnie?