Piotr Stalewski jest związany z Evil Indie Games & think4art/Clever Point

Procent udziału smartphone-ów w rynku rośnie z dnia na dzień. Obecnie nawet osoby, które niegdyś zarzekały się, że nigdy w życiu nie zamienią swojej poczciwej Nokii z „keypadem” na jakiś tam „dotykowy” telefon, przyjmują w promocjach od operatorów bardziej zaawansowane urządzenia. Obecność modułu GPS, kamery, wygodnego dostępu do Internetu to tylko niektóre z haseł promocyjnych. Coraz więcej osób decyduje się na smartphone-a ze względu na wygodny, szybki dostęp do tysięcy różnorodnych aplikacji, z których znaczna część jest darmowa. Przykładem może być aplikacja „Facebook”, która zapewnia wygodny mobilny interfejs dla najpopularniejszego portalu społecznościowego i z pewnością jej dostępność nieraz zaważyła na decyzji o kupnie nowego telefonu – szczególnie w przypadku osób młodych.

Aplikacje mobilne dystrybuowane są w bardzo szczególny sposób, który nie był wcześniej wykorzystywany na szeroką skalę dla aplikacji desktopowych. Mianowicie, poszczególni producenci i operatorzy udostępniają użytkownikowi jeden punkt dostępu do wszelkich aplikacji wspieranych przez urządzenie integrując telefon z dedykowaną aplikacją sklepu mobilnego.

Przykładami będą tu App Store (Apple), Android Market (Google), czy Samsung Apps (dla urządzeń Bada oferowanych przez Samsung). Z czasem zaczęła pojawiać się tendencja zastępowania owych „producenckich” sklepów sklepami „operatorskimi”. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny – operatorzy i inne pomniejsze firmy szybko odkryły potencjał finansowy sklepów mobilnych.

Programiście, czy po prostu osobie zainteresowanej biznesem rodzi się w głowie proste pytanie – jeśli tak duży jest obrót w sklepach mobilnych, może warto wejść na rynek z własnymi aplikacjami i dystrybuować je za pomocą sklepów mobilnych?

Zaczyna się szperanie po Internecie, wpisywanie haseł w rodzaju „how much you can earn on mobile apps” i tak dalej. Niestety, informacje na temat potencjalnych zarobków są bardzo rozmyte, programiści niechętnie dzielą się swoimi finansowymi doświadczeniami, a ci, którzy dzielą się, często sugerują, że „mobilna gorączka złota” już minęła.

Twierdzą oni, że jeszcze 2-3 lata temu można było dobrze zarobić na własnych aplikacjach, nie było wtedy takiej konkurencji, więc nawet prostsze i gorsze jakościowo produkty były w stanie wygenerować znaczny przychód. Czy to znaczy, że odkąd weszły na rynek duże firmy, sformowały dedykowane zespoły do rozwoju aplikacji mobilnych, zwykły, szary Kowalski, który ma trochę pomysłów i umiejętności, nie jest już w stanie nic wycisnąć z tej mobilnej cytrynki?

Oczywiście, obecność na rynku 2-3 lata temu dałaby Kowalskiemu coś bardzo cennego – doświadczenie, z drugiej jednak strony, rozgarnięty i zaradny Kowalski poszukałby tego doświadczenia w formie skondensowanej. Właśnie taką skondensowaną formę doświadczeń na rynku mobilnym postaram się wam przekazać w kolejnej części artykułu, bo na aplikacjach mobilnych można wciąż zarabiać, być może nawet lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, wystarczy poznać mechanizmy rządzące tym dynamicznym rynkiem.