ARTUR ZAWADZKI — wiceprezes zarządu Gemius SA w latach 2003 – 2009; prezes Gemius SA w latach 2009 – 2012. Obecnie znów jest wiceprezesem zarządu firmy.

Fragment książki E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu

Co z tamtych czasów utkwiło w Twojej pamięci, jakie wspomnienia przywołują dziś uśmiech na Twojej twarzy?

Pamiętam jednego z pierwszych klientów, który wydawał u nas naprawdę sporo pieniędzy. To był pewnie 2002 albo 2003 rok i wystawialiśmy codziennie fakturę na kilka tysięcy złotych za raporty, które ten klient otrzymywał. Klientem była firma, ogólnie mówiąc, z branży erotycznej. Firma ta ku-powała w wyszukiwarce jednego z portali słowa kluczowe charakterystyczne dla tej branży. Nasza praca polegała na przygotowywaniu dziennych raportów z wpisanych słów i ich skuteczności oraz na agre-gowaniu ich w grupy pod względem znaczenia. Kiedy przyszedłem z tym klientem do firmy, pojawiło się pytanie, czy mamy kogoś, kto będzie chciał to robić, czyli czytać te wszystkie… słowa. Na szczę-ście dla naszych przychodów taka osoba się znalazła.

Pamiętam też spotkanie z pewnym bankiem inwestycyjnym. Zlecenie brzmiało: sprawdzić unikalną liczbę cookies dla pewnego portalu i komunikatora. Śmieszne było wówczas to, że mimo podpisania bardzo restrykcyjnego NDA [umowa o zachowaniu poufności — przyp. autora] przedstawiciele banku w czasie spotkań nie mogli wymienić nazwy portalu ani nazwy komunikatora. W spotkaniach uczestni-czyli również przedstawiciele dwóch badanych podmiotów, nie pamiętam już, kto reprezentował portal, ale ze strony komunikatora był to Łukasz Foltyn, dla którego ważniejsze od inwestycyjnych standardów, bankowych procedur czy umów o zachowaniu poufności były technologie internetowe. Nie do opisania jest zdumienie, jakie pojawiało się na twarzy bankowców, kiedy w czasie spotkania Łukasz, gdy już za-spokoił swoją pierwszą ciekawość co do naszych systemów informatycznych, zapytał, czy kwota xxx, którą oferuje mu bank za technologie dostępne w komunikatorze, to uczciwa cena, czy też nie.

Inne wspomnienia: do 2003 roku firma nazywała się Global eMarketing. To była nazwa dość pretensjonalna w tamtych czasach (śmiech). Śmieszne były sytuacje, kiedy dzwonili do nas klienci, ja odbierałem telefon, pięknie się przedstawiałem: „Dzień dobry, Artur Zawadzki, Global eMarketing, w czym mogę pomóc?” i słyszałem często: „O, przepraszam, to pomyłka, chciałem się dodzwonić do firmy Gemius”. To były czasy, kiedy nasz system był już dość popularny i marka Gemius była bardziej znana od nazwy firmy.

Od 2003 roku był już z nami Marcin Pery. Mniej więcej po przejęciu przez Global eMarketing umowy pomiędzy i-Metrią i PBI ja i Marcin weszliśmy do zarządu Global eMarketingu. Od tej pory systema-tycznie, kilka razy w roku, stawialiśmy się na weekendowe spotkania zarządu, najczęściej u Piotra Ejdysa na działce. Na jednym z takich spotkań chyba Marcin przedstawił nam swoją wizję zmiany fir-my informatycznej Global eMarketing na spółkę badawczą Gemius. Kilka tygodni później mieliśmy nową nazwę firmy, nowe logo, nowe nazwy produktów i nowy wizerunek na rynku.

Kto od razu zrozumiał Wasz produkt i od razu zaczął z Wami współpracować?

Pierwszymi firmami były te, w których pracowali nasi ludzie. „Nasi” oczywiście nie w znaczeniu „związa-ni z nami”, ale „nasi”, czyli „ludzie internetu”. Były to dwie grupy firm: duzi wydawcy internetowi — Onet, WP, Interia, Gazeta, RP, Money oraz sieci reklamowe — Ad.net, IDMnet, ARBO i wówczas ClickAd.

Nasze portfolio produktów nie wyglądałoby tak, jak dziś wygląda, gdyby nie współpraca z agen-cjami interaktywnymi, których właściciele i ich pracownicy rozumieli to, co robimy.

(…)

Jakie były kamienie milowe, które pozwoliły Gemiusowi stać się dużą międzynarodową firmą badawczą?

Takich momentów w historii firmy było kilka. Pierwszy z nich to zmiana z firmy informatycznej na fir-mę badawczą. Od momentu, w którym podjęliśmy taką decyzję, każdego kolejnego dnia nasza pozy-cja na rynku była lepsza od tej, jaką zajmowaliśmy dzień wcześniej. Pozwoliło nam to przede wszyst-kim na rywalizację o budżety, do których jako firma technologiczna nie mieliśmy dostępu albo był on bardzo utrudniony.

Kolejne wydarzenie ważne dla firmy to Prawdziwy Profil. To był atomowy katalizator do akcelera-tora naszej firmy (śmiech). Były dwa główne powody. Pierwszy z nich to przełomowa metodologia po-miaru internetu, która rozsławiła nas na cały świat. Mówiono o nas od Moskwy po Los Angeles jako o prekursorach nowego podejścia do badań użytkowników internetu. Drugi powód to wpływ, jaki Prawdziwy Profil wywarł na toczące się wtedy rozmowy z PBI. Niedługo po Prawdziwym Profilu powstał Megapanel.

Następnym ważnym dla firmy etapem była decyzja o eksporcie naszych usług do sąsiednich kra-jów i późniejsze przyjście Filipa Pieczyńskiego. Bez wahania mogę powiedzieć, że to dzięki Filipowi mamy doskonałe relacje z największymi i najważniejszymi klientami i partnerami w kilkudziesięciu krajach, w których prowadzimy aktualne operacje.

Ważna była też konferencja w Wilnie. To jest wydarzenie, które na długo pozostanie w pamię-ci uczestników i prelegentów. To nasza pierwsza międzynarodowa (byli tam goście z Litwy, Łotwy i Ukrainy) konferencja, w czasie której staraliśmy się zaprezentować z jak najlepszej strony. Naszym ce-lem było przedstawienie narzędzi badawczych funkcjonujących na Zachodzie. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało się nam, bo nasze biuro w Wilnie działa do dziś i notuje same sukcesy. Czy jest tak dzięki tej konferencji i uczestniczącym w niej prelegentom, najlepiej wiedzą ci, którzy tam byli.

Trzeba też wymienić wygranie przetargów w Czechach i Danii. To były najważniejsze dwa kra-je (oprócz Polski oczywiście), które silnie wypozycjonowały nas na rynku europejskim. Czechy otworzyły nam drzwi na południe Europy. Dania zaś, jako w pełni zachodnioeuropejski kraj, uwiarygodniła nas i na-szą metodologię — odtąd wiedzieliśmy, że bez kompleksów możemy stawać do przetargów i je wygrywać nawet z takimi firmami, jak Nielsen, comScore czy TNS.

Nie byłoby sukcesu Gemiusa, gdyby nie ludzie, którzy tworzyli tę firmę, to oczywiste. Nie chodzi o nas, czyli o zarząd, ale o nieprzeciętne, wyjątkowe, zaangażowane, lojalne, cierpliwe, pracowite, kreatyw-ne, przyjacielskie, ciepłe, sympatyczne osoby, które pracowały na sukces naszej firmy. Nie mamy nie-ruchomości w centrum miasta, nie odziedziczyliśmy po dziadku doskonale prosperującej firmy, 12 lat temu nikt nie znał Gemiusa. Udało nam się jednak stworzyć unikalny zespół ludzi, którym się chciało, którzy w piątek myśleli o tym, co będą robili w poniedziałek, którzy dbali o interes klienta tak, jak chcie-liby, żeby dbano o ich interes, kiedy byliby czyimiś klientami. Bardzo często zdarzało się, że kiedy jakaś osoba przechodziła z firmy naszego klienta do firmy, która nie była naszym klientem, jedną z pierw-szych rzeczy, jakie robiła, było pytanie o kontakt do nas i o naszą ofertę.