Zazwyczaj chwalę polski rynek e-Commerce. Wszyscy się dużo uczymy, wykorzystujemy szanse.

Tymczasem giełdowa spółka o obrotach liczonych w dziesiątkach milionów złotych chce stworzyć kanał e-Commerce. Otrzymujemy informację, że niestety budżet na stworzenie kanału e-Commerce to znacznie poniżej 50 000 zł netto. Nie wiem ile dokładnie ale załóżmy iż to będzie 30 000 zł netto.

Załóżmy też, że to prosty sklep, w tej cenie trzeba by:

  • Odbyć spotkanie sprzedażowe, przygotować umowę – 1/8 osobomiesiąca
  • Zaprojektować interakcje serwisu – 1 osobomiesiąc
  • Zaprojektować grafikę – ½ osobomiesiąca
  • Pociąć widoki do HTML – ½ osobomiesiąca
  • Wdrożyć oprogramowanie sklepu i zintegrować z systemem firmy – 3 osobomiesiące
  • Przetestować, poprawić i uruchomić sklep – 1 osobomiesiąc
  • Komunikować się z klientem – ½ osobomiesiąca

Razem 7,375 osobomiesiąca. Licząc stawkami niezbyt drogiego outsourcingu daje nam to rynkowy koszt tego projektu na poziomie 95 875 zł netto.
Co się stało z pozostałymi 65 000 zł netto? Z czego zatem rezygnujemy? Z projektowania interakcji, z integracji stanów magazynowych, może z testowania? :)

Koszt stworzenia sensownego sklepu internetowego dla spółki giełdowej to około 100 000 – 150 000 zł netto. Roczne utrzymanie i rozwój to dodatkowe 100 000 zł netto. Razem 200 000 zł netto.

200 000 zł netto to minimalny startowy koszt uruchomienia jednego punktu w galerii handlowej. Do tego dochodzi czynsz na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Utrzymanie jednego punktu rocznie szacowałbym na 500 000 zł netto. Dodatkowo koszty wynagrodzeń załogi. Załóżmy optymistycznie, że taki punkt kosztuje łącznie 600 000 zł netto w skali roku.

Sprzedaż on-line w wypadku sieci handlowych zazwyczaj już na starcie odpowiada wartościom z jednego punktu naziemnego. Mamy zatem trzykrotnie niższe koszty utrzymania przy zbliżonej sprzedaży. To się nie może nie opłacać.

Firma, która chce zbudować swoją drugą nogę sprzedażową i w ten sposób zapewnić sobie stabilną strategię wzrostu postanawia jednakże wydać na ten cel całe 30 000 zł netto. To zapewni jej uruchomienie pudełkowego sklepu i poprawienie części błędów. To tak jakby otwierali punkt naziemny bez współpracy z architektem, dekoratorem wnętrz, merchandiserem, ludźmi od bhp i wielu innych istotnych aspektów. Nikt rozsądny nie ignoruje dobrych praktyk i wypracowanych metod.

Za 30 000 zł można kupić:
– Fiata Pandę w podstawowej wersji
Zwiedzanie Argentyny, Boliwii i Chille dla 2 osób
– Silnik do ciężarówki MAN – używany…

Serio? Tyle firma chce zainwestować we własną przyszłość? Bądźmy poważni.