Ten wpis będzie dla osób, które myślą o założeniu własnego startupu. Wiele napisano na ten temat  . Nie czuję, żebym mógł się w tej tematyce szczególnie mądrzyć. Gdy zakładaliśmy, 6 lat temu,  Divante prawie nic nie wiedziałem o prowadzeniu biznesu.

Może i właśnie dlatego, chciałbym podzielić się pewnym przemyśleniem na temat startupów. Przetestowane życiem :)

Jeśli chcesz założyć firmę, nie rób tego sam.

Tylko tyle i aż tyle dobrej rady. Żeby sformułować to zdanie potrzebowałem kilku miesięcy przemyśleń, obserwacji własnej firmy i przedsięwzięć znajomych. Impulsem do napisania tego wpisu była jednak nie obserwacja a książka „E-myth” którą niedawno przeczytałem.

Jej autor, Michael E. Gerber – zauważa coś, co opisuje to jak czułem się zakładając firmę i co przeżywało wiele osób na moim miejscu. Firma którą założysz samodzielnie ma małe szanse na przetrwanie. Jeszcze mniejsze szanse masz Ty na satysfakcję i osiągniecie swoich prywatnych celów.

Aby firma odniosła sukces potrzebna jest praca na trzech poziomach, praca trzech specjalistów:

  • przedsiębiorcy – który nie boi się ryzyka, inwestuje swój czas i pieniądze a który przede wszystkim ma wizję dokąd jego firma powinna zmierzać i co osiągnąć; jaka powinna być – za 3-5 lat; jakie szanse powinna wykorzystywać; pomysłowość, dusza sprzedawcy, inwentor to najlepsze podsumowanie przedsiębiorcy;
  • menedżera – który niezdyscyplinowanego przedsiębiorcę „sprowadzi na ziemię”, zatroszczy się o sprawy operacyjne, procesy i zarządzanie; to on pójdzie na pocztę i porozmawia z księgowym
  • specjalisty/technika – który zna się na produkcyjnej działalności firmy; to na przykład inżynier który pisze oprogramowanie albo cukiernik który piecze ciastka; ktoś kto umie wyprodukować, zrobić, wykonać usługę.

Kto zakłada nowe firmy? Oczywiście różni ludzie, z rożnych pobudek. Często jest tak, że ktoś pracując dla innej firmy – zdarza się, że korporacji – dochodzi do wniosku, że jest tak dobry, że „czas przejść na swoje”. Jest specjalistą i poniekąd osiąga mistrzostwo w swoim fachu. Czas sięgnąć „wolność” jak się wtedy, będąc zmęczonym pracą „dla kogoś” wydaje.

Z moich obserwacji wynika, że ten scenariusz jest bardzo częsty. Nie jestem pewien czy nie dotyczył też mnie. W pewnym sensie na pewno też. W każdym razie na tyle na ile jest częsty, na tyle prowadzi do porażek.

Posłużę się przykładem. Osoba która kocha piec ciasta zakłada własna firmę. Nagle, okazuje się, że oprócz tego, że musi piec ciastka przez cały czas (często po 12-16 godzin dziennie schodzi jej na pracy: nie ma innego źródła dochodu niż ciastka) na jej głowę spadają nowe obowiązki.

Musi rozliczać dziwne arkusze podatkowe, wystawiać paragony i faktury. Najgorsze jest jednak to, że musi też sprawić by w magiczny sposób do jej ciastkarni przyszli ludzie.

Miłość do pieczenia kończy się, zaczyna być obowiązkiem – kolejnym z wielu w wśród których trudno się odnaleźć.

Osobom technicznym specjalistom, szczególnie ciężko jest odnaleźć się w sprawach związanych z marketingiem i sprzedażą, kontaktami z klientem. Żeby pozyskiwać nowych klientów nie wystarczy dobrze piec ciastka. Trzeba wymyślić sposoby dotarcia do nowych odbiorców oraz odnaleźć się wśród konkurencji. Oni nie przyjdą, bo masz obiektywnie rzecz biorąc, najlepsze ciastka. To Ci się nie należy, Oni nie są „dziwni” bo nie jedzą twoich ciastek :-) Pan Leszek Czarnecki w swojej książce „Po prostu biznes” pisze, że wszystko zaczyna i kończy się na sprzedaży. Trudno się z nim nie zgodzić.

W praktyce – nie można jednak robić wszystkiego na wraz. Wygląda to tak, że gdy nasz obrazowy cukiernik maluje plakaty reklamowe, to nie może piec ciastek – co kończy się spiętrzeniem zleceń i niezadowoleniem klientów.

Gdy z kolei jest na odwrót i chcąc zadowolić klientów oraz dokonać „małej stabilizacji” obsługuje wszystkie zlecenia, to nie sprzedaje. Gdy skończy wypiekać, okazuje się, że nikt nowy nie stoi w kolejce.

Błędne koło do którego trafiają osoby zakładające nowe firmy sprawia, że nigdy nie mogą zaznać spokoju: bo nie mogą skupić się na dostarczaniu super produktów ani na rozwijaniu firmy czy budowaniu sprzedaży. Nigdy nie zeznają satysfakcji i nikt ich nie pochwali.

Dlatego, że firma to nie wolność od szefa, to zamiana jednego szefa na tylu szefów ilu klientów (i pracowników!).

W konsekwencji wiele osób, boi się rozwoju. Trzyma swoje firmy bardzo małe, na tyle małe na ile jest w stanie objąć je swoim rozumem, umiejętnościami i czasem jaki pozostaje w czasie doby. A zostaje go mało, bo praca i tak wypełnia wszelkie wolne chwile. Po kilku latach (w optymistycznym przypadku) osoby, jeszcze nie tak dawno pełne wiary i inwencji wypalają się i jedyne o czym marzą, to zamknięcie tego biznesu i uwolnienie się z kołowrotka.

To bardzo trudne, jednej osobie, pełnić te wszystkie role. Trzeba też pamiętać,że gdy biznes jest mały i potrzebne jest wsparcie, często także emocjonalne i takie czysto ludzkie. Zazwyczaj wszystko idzie nie tak: nie ma środków na własne wypłaty, klienci rezygnują i trzeba dokonywać głębokich zmian żeby znaleźć właściwą drogę.

Założyliśmy Divante z Tomkiem razem, 6 lat temu. Wcześniej wiele lat (od 2000r) wspólnie realizowaliśmy rożne projekty, najczęściej związane z oprogramowaniem i serwisami internetowymi. Od bezpłatnego magazynu internetowego NoName przez programy freeware z edytorem HTML Zajączek na czele.

Czego nas to nauczyło?

Tomek zawsze ma daleko sięgające wizje i jego myśli są (minimum) kilka miesięcy do przodu, ma też świetne pomysły co można by robić. Ja natomiast, zazwyczaj wiem (lub znajduję sposób) jak te pomysły można zrobić, czyli urzeczywistnić.

Nie uchroniło nas to oczywiście przed popełnieniem masy błędów. Divante na początku miało (i robiło to) budować oprogramowanie do zarządzania wiedza BusinessWiki; następnie tworzyliśmy system wideo VideoCMS; by równolegle do tych starań tworzyć wdrożenia dedykowanych aplikacji a zakończyć na branży eCommerce, w której dopiero się odnaleźliśmy jako firma.

Na początku dosłownie nasz podział obowiązków wyglądał tak, że to, co Tomek sprzedał – ja programowałem. Myślę, że na początku dużo zbyt długo skupiłam się na samym w sobie realizowaniu projektów – popełniając kolejny błąd większości początkujących specjalistów.

Tym błędem jest myślenie o projektach zamiast myślenia o firmie. Myślenie o projektach jest oczywiście bardzo ważne, ale nie ważniejsze od myślenia o firmie. To myślenie powinno się sprowadzać do budowania procesów pozwalających na dostarczanie usług/produktów w powtarzalny sposób a nie dostarczaniu tych usług samych w sobie. Tak aby każdy nowy klient cieszył a nie martwił.

Skupienie na technice a nie na menedżerowaniu. To błąd.

Twórcą potęgi McDonnald’s został Ray Kroc, osoba która nigdy w życiu nie robiła własnoręcznie burgerów. Za to znalazła sposób jak skopiować i przeskalować proces „tworzenia burgerów” czyniąc z niego powtarzalny model otwierania kolejnych barów.

W Divante takimi procesami jest na przykład sprzedawanie (trudny i dość długi proces wymagający specjalistycznej wiedzy i zespołu); budowanie zespołu (wymagające procesów HR) i na koniec – nie mniej ważne procesy zarządzania projektami i ich budowania.

W świetnej książce pt „Stworzona do sprzedaży” („Built to sell”) proces tworzenia skalowanej firmy jest opisany ze szczegółami na świetnym przykładzie agencji reklamowej. Polecam.

Menedżerowania jest trudne, jeśli nie jesteś menedżerem. My tę lekcje, zarządzania, odrobiliśmy po pewnym czasie, gdy Divante miało już pewną skalę.

W ten sposób uporządkowaliśmy i ułożyliśmy pewne procesy, wprowadzając średni stopień zarządzania i powtarzalność. Powtarzalność jest w naszej branży podstawą jakości. Szczerze mówiąc, myślę że to zdecydowanie lepsza kolejność: zbudować skalę a następnie porządkować, udowadniając wcześniej że model biznesowy działa, niż porządkować coś, co może okazać się tymczasowym i niewłaściwym torem.

Tworzenie firmy nie jest proste i nie jest to na pewno zajęcie dla każdego. Trzeba sobie radzić codziennie z bardzo dużym stresem i presją. Jeśli zatrudniasz sporo osób, to te osoby na ciebie patrzą, dajesz im przykład i zapewniasz comiesięczną wypłatę. Chcesz tez żeby mogły pracować w fajnej firmie i przyjemnej atmosferze.

Ilość sprzecznych interesów które musisz pogodzić każdego dnia jest naprawdę spora. Interesy klientów, pracowników, inwestorów i Twoje własne. Można to zrobić, ale trzeba sobie zdawać sprawę jakie to wyzwanie.

Większość biznesów które znam a które odniosły sukcesy była tworzona przez dwóch lub trzech założycieli którzy bardzo precyzyjnie dzielili się obowiązkami.

Przykładem może być Netguru – firma którą bardzo szanuję i podziwiam za konsekwencje i obrany model biznesowy, założona przez Wiktora Schmidta i Kubę Filipowskiego.

Kuba Filipowski, Netguru:


„Reid Hoffman (współzałożyciel Linkedin.com), powiedział kiedyś coś takiego, że robienie startupu jest jak składanie samolotu w czasie gdy spadasz w przepaść. Startup na początku jest martwy, nie masz klientów, współpracowników, pieniędzy. Masz tylko wiarę w to, że to co robisz komuś się przyda i działasz. Ożywiasz trupa. Myślę, że wszystko jest trudne, całe szczęście nie rozumiemy tego jak zaczynamy  bo dodatkowo jesteśmy ignorantami.”

W podobnym sposób, wyrosła założona przez trójkę przyjaciół – Michała Brańskiego, Jacka Świderskiego i Krzysztofa Sierotę firma O2.pl – a obecnie największy polski portal WP.pl.

Michał Brański, Grupa WP: 

„W założycielskim zespole Grupy o2 od pierwszych ścierały się 3 jednostki o odmiennych kompetencjach, choć z obszarami wspólnymi. Każdy wniósł focus na inne sprawy, dzięki czemu spółka była wewnętrznie mniej więcej poukładana, za rozwojem produktu nadążały inne funkcje organizacji. Przy każdej okazji powtarzam, że spółki powinno zakładać się w kolektywach, bowiem nie tylko od razu wchodzimy na wyższy bieg, ale też wzajemnie dyscyplinujemy się, animujemy, ciągniemy w górę, stymulujemy, korygujemy. Funkcjonowanie w takiej konfiguracji wymaga otwartości i odwagi wchodzenia w konfrontacje. W swojej 15-letniej historii nie przypominam sobie momentu, abyśmy rozchodzili się w gniewie – finalnie decyzje podejmowaliśmy jednomyślnie, nie rzadko po burzliwej debacie.”

Przykłady można mnożyć.

Ciekaw jestem Waszej opinii na ten temat? Zakładałeś firmę? Co było najtrudniejsze?