Tytuł jest kontrowersyjny. Równie dobrze możesz nienawidzić swój projekt. Możesz się za niego wstydzić lub być dumnym. Nie powinieneś być jednak względem niego obojętny.

Pracuję z project managerami w Divante od bardzo dawna. Od roku jestem bezpośrednio odpowiedzialny za ich pracę i projekty które wspólnie realizujemy. Jakie jest moje spostrzeżenie? Projekty względem których Project Manager nie ma żadnych uczuć, nie czuje się ich właścicielem, ojcem lub matką- nie udają się. Są kiepskiej jakości.

Mam w pamięci taką scenę z filmu „Purpurowe skrzypce”: Pracownia lutnicza. Manufaktura – jest więc mistrz i uczniowie. Uczniowie kończą budować skrzypce a mistrz chodzi i je ogląda. Nagle bierze do ręki jeden z modeli – wydawałoby się – super robota. Niszczy je uderzając nimi o stół. Dla niego były beznadziejne, chociaż pewnie uczeń włożył w ich stworzenie mnóstwo pracy. W analogii tego wpisu – mistrzem jest Project Manager.

Pewnie gdyby wspomniany maestro przeczytał współczesne poradniki HRowe dla menedżerów to nie zniszczyłby tych skrzypiec tylko powiedział: „Bardzo dobrze wykonana praca, widzę, że się starałeś. Są pewne mankamenty, ale widzę poprawę względem ostatniego instrumentu”. Taka postawa nie prowadzi do budowania świetnych produktów.

Nie chodzi mi tutaj o to, że PM powinien krytykować pracę zespołu lub karcić jego członków. Pisałem już o tym, że uważam wręcz przeciwnie. Cały zespół jedzie na tym samym wózku. PM nie ma być z charakteru Stevem Jobsem, furiatem lub autokratą.

Co słyszę od dobrych Project Managerów?

  • „Ten projekt na razie wygląda jak g*** Piotr, zobacz na przykład te przyciski na karcie produktu … Ale wiemy co robić, mamy zgłoszone błędy”
  • „Wg. harmonogramu niby zdążymy, ale przeczytałem opisy zadań i widzę, że chłopaki chyba nie uwzględnili w estymacji X, Y, Z. Musimy to poprawić, martwię się, że nie dowieziemy”
  • „Jestem mega dumny, że robimy takie projekty. Nigdy nie robiłem tak dużego projektu, cały zespół się stresował, ale wyszła nam świetna jakość.”

Co słyszę od tych którzy powinni jeszcze popracować?

  • „Projekt idzie zgodnie z założeniami, mamy rozpisane zadania, programiści wyszacowali zadania, klient mówił mi, że ma ślicznego kota i w ogóle słucha tej samej muzyki, co ja.” 😉

Project Manager, który skupia się na byciu „managerem” a nie na „projekcie” nie uzyskiwał dobrych efektów tam gdzie jego zespół ma wytwarzać jakieś dzieła (oprogramowanie). Project manager, który skupia się bardziej na relacjach niż na merytoryce również może mieć problemy z dowożeniem projektów najwyższej jakości.

Bycie Project Managerem to bardzo trudna i niewdzięczna praca. Częściej słyszy się złe rzeczy i krytykę niż doświadcza uznania. Trzeba mówić nieprzyjemne rzeczy („nie zdążymy”) lub negocjować budżet/zakres prac. W takich warunkach część osób na tym stanowisku zaczyna zajmować się polityką zamiast merytoryką, budując relacje zamiast produkt. Od wszystkiego ma ludzi – analityk zna zakres prac a tester sprawdza jakość. PM koordynuje, przełącza zwrotnice.

Czy takie podejście jest złe? Nie musi być złe. Manager powinien kierować pracami, nie musi wykonywać wszystkiego sam. Nie powinien – dla dobra własnego i zespołu. To wielka sztuka wiedzieć, gdzie jest granica pomiędzy delegowaniem a zaangażowaniem osobistym.

PM powinien dokładnie znać produkt, który tworzy jego zespół. Używać go. Znać każdy ekran i funkcję. Mieć o nim zdanie. Być z niego dumnym, albo go nienawidzić (i dążyć do jego poprawy). Trzeba dobrze znać przedmiot swoich uczuć, żeby nie być obojętnym. 

Bardzo zwracam na to uwagę w czasie kontroli projektów i w czasie rekrutacji. To duży skrót w ocenie i doborze osób do realizacji konkretnych projektów.

Klienci nie płacą nam koniec końców za „uspokajanie ich” ani za „bycie miłym”. Chociaż to na pewno też ważne w pracy day-by-day. Klienci płacą nam za realizowanie najlepszych projektów w określonym czasie. PM czasami jest tym, który wszczyna alarm, który dostarcza złe informacje, który negocjuje.

Musi wiedzieć po co to robi. Jaki jest cel. Na końcu liczy się projekt.